Dlaczego nieruchomości drożeją z biegiem lat? Spróbujmy zrozumieć rynek

Minimalistyczna ilustracja przedstawiająca postać analizującą rosnący wykres cen mieszkań

Zastanawiasz się czasem, jak to jest, że mimo kryzysów, zawirowań i ciągłych narzekań na wysokie koszty życia, mieszkania z roku na rok kosztują coraz więcej. Wielu młodych i ambitnych ludzi odkłada decyzję o zakupie, z nadzieją wypatrując wielkiego załamania na rynku. Liczą na to, że w końcu pęknie jakaś mityczna bańka, a wymarzone cztery kąty nagle staną się tanie jak nigdy wcześniej. Kiedy jednak mijają kolejne sezony, okazuje się, że wymarzony lokal znowu uciekł poza ich zasięg finansowy. To sprawia, że w głowach kupujących rodzi się bardzo ważne pytanie o to, dlaczego nieruchomości drożeją w tak nieubłagany sposób na przestrzeni lat.

Odpowiedź na to pytanie wcale nie kryje się w mrocznych spiskach bogatych deweloperów ani w tajemnych układach wielkiej finansjery. W długiej perspektywie ceny domów i mieszkań rosną, ponieważ działa tu kilka bardzo twardych, rynkowych praw. Oczywiście, na tym rynku również zdarzają się chwile oddechu, miesiące stagnacji czy nawet lokalne obniżki, gdy cała gospodarka łapie chwilową zadyszkę. Jednak patrząc na sprawę z dystansu dekady lub dwóch, widać wyraźnie, że beton, cegła i ziemia mają naturalną skłonność do zyskiwania na wartości. Zjawisko to nie dotyczy zresztą tylko naszego podwórka, ale jest to długoterminowy trend widoczny w niemal całej Europie.


Pieniądz traci moc, czyli główny powód, dlaczego nieruchomości drożeją

Musimy zacząć od podstawowej prawdy o pieniądzu, który nosisz w portfelu lub trzymasz na swoim oszczędnościowym koncie bankowym. Z każdym kolejnym rokiem twoja gotówka traci swoją siłę nabywczą, co jest naturalnym efektem inflacji i przewlekłych procesów gospodarczych. Kiedyś za określoną sumę można było zrobić ogromne zakupy na cały tydzień, a dzisiaj ta sama kwota wystarcza na zaledwie kilka podstawowych produktów. Dokładnie ten sam mechanizm dotyka branży budowlanej, sprawiając, że realne aktywa są po latach wyceniane znacznie wyżej w ujęciu nominalnym. Jeśli zatem szukasz logicznego powodu, dla którego z każdym rokiem trzeba płacić więcej za metr kwadratowy, musisz po prostu spojrzeć na to, co dzieje się z siłą nabywczą twojej wypłaty.

Nie ma absolutnie żadnego uzasadnienia, dla którego mieszkania miałyby utrzymywać stałą cenę, podczas gdy wszystko dookoła staje się droższe. Z roku na rok idą w górę ceny energii elektrycznej, która jest przecież niezbędna do wznoszenia budynków i produkcji niezbędnych materiałów. Znacznie drożeje również sam beton, stal, drewno oraz codzienna praca rąk ludzkich, ponieważ wykwalifikowani robotnicy także chcą zarabiać coraz więcej. Kiedy dodamy do tego stale rosnące ceny gruntów pod zabudowę, otrzymujemy gotowy przepis na to, że każdy nowy blok musi kosztować dewelopera znacznie więcej niż jeszcze kilka lat temu. To wszystko bezpośrednio i bardzo mocno przekłada się na ostateczną cenę, z którą musisz zmierzyć się w biurze sprzedaży.

Mieszkanie to znacznie więcej niż tylko bezpieczny dach nad głową

Dla wielu osób zakup własnego mieszkania to po prostu realizacja podstawowej potrzeby życiowej, jaką jest posiadanie własnego miejsca do spania i codziennego odpoczynku. Warto jednak pamiętać, że rynek ten przyciąga również ludzi, którzy patrzą na betonowe mury jak na wielki i bezpieczny skarbiec na swoje pieniądze. Ludzie dysponujący nadwyżkami finansowymi kupują lokale po to, aby uchronić swoje ciężko zarobione oszczędności przed bezpowrotną utratą wartości. Inni z kolei traktują takie zakupy jako doskonały sposób na zbudowanie sobie dodatkowego, całkowicie pasywnego źródła dochodu poprzez wynajem. W ten sposób zwykłe mieszkanie staje się swego rodzaju magazynem kapitału, który potrafi ciężko pracować dla swojego właściciela.

Zamierzasz wziąć kredyt hipoteczny?

Nie stresuj się! Przejdźmy przez to razem! Pomogę Ci znaleźć idealnie dopasowany do ciebie kredyt. Kliknij poniżej, aby dowiedzieć się więcej.

Pomogę ci w uzyskaniu kredytu hipotecznego - Tomek Musiałowski, zaufany doradca finansowy Wrocław

Obecność inwestorów na rynku bardzo mocno podtrzymuje ogólne wyceny budynków w niemal każdym większym i rozwijającym się mieście. Gdy czynsze za wynajem idą w górę, osobom lokującym tam swój kapitał znacznie łatwiej jest zaakceptować wyższe ceny zakupu u dewelopera. Kalkulacja jest tutaj niezwykle prosta i rynkowo brutalna: dopóki nieruchomość generuje solidny zysk z wynajmu, dopóty zapłacenie za nią wysokiej kwoty ma z biznesowego punktu widzenia ogromny sens. To nakręca powszechny popyt i sprawia, że na rynku wciąż pojawiają się kupujący gotowi zapłacić stawki, które dla przeciętnego zjadacza chleba wydają się zaporowe. Właśnie w takich zimnych kalkulacjach kryje się kolejna niezwykle ważna składowa rynkowej układanki i odpowiedź na pytanie, dlaczego nieruchomości drożeją.

Dobrej lokalizacji po prostu nie da się sztucznie dodrukować

Każdy doświadczony inwestor powie ci, że w tej branży liczą się tak naprawdę tylko trzy rzeczy, a wszystkie sprowadzają się do genialnej lokalizacji. Nowych budynków można postawić nieskończenie wiele na obrzeżach, ale atrakcyjnych działek w centrum tętniącego życiem miasta wcale nie przybywa. Nie da się w magiczny sposób rozmnożyć świetnie skomunikowanych dzielnic ani sklonować urokliwych okolic z najlepszymi szkołami i rozległymi terenami zielonymi. Ziemia w takich upragnionych miejscach jest dobrem absolutnie rzadkim i z każdym rokiem staje się towarem coraz bardziej luksusowym oraz skrajnie deficytowym. Ludzie z natury zawsze będą chcieli mieszkać tam, gdzie mają blisko do dobrze płatnej pracy, rozbudowanej infrastruktury oraz codziennej, wielkomiejskiej wygody.

Ten nieustanny pęd ludzi do miast i dobrych dzielnic to niezwykle potężny silnik napędzający wyceny najciekawszych apartamentów na rynku. Konkurencja o te nieliczne, świetnie położone lokale jest ogromna, co nieuchronnie sprawia, że ich ceny rosną zazwyczaj znacznie szybciej niż zwykła rynkowa średnia. Nawet jeśli na przedmieściach powstają setki tanich lokali, to te z widokiem na ścisłe centrum zawsze będą trzymać swoją nieprzeciętnie wysoką wartość. Kiedy dostępny zasób jest fizycznie ograniczony, a chętnych do jego zdobycia stale przybywa, najprostsza matematyka musi wywindować stawki zdecydowanie w górę. Zrozumienie tego elementarnego mechanizmu popytu i podaży wyjaśnia, dlaczego najbardziej pożądane punkty na mapie nigdy nie tanieją tak, jakbyśmy tego oczekiwali.

Ten rynek zachowuje się jak ciężki tankowiec na oceanie

Minimalistyczna ilustracja przedstawiająca postać analizującą rosnący wykres cen mieszkań

Wielu początkujących obserwatorów popełnia fatalny błąd, porównując rynek mieszkaniowy do giełdy papierów wartościowych, gdzie wszystko zmienia się w ułamku sekundy. Rynek cegieł i zaprawy działa na zupełnie innych zasadach, przypominając swoim powolnym zachowaniem potężny tankowiec na oceanie, a nie zwinną motorówkę. Zmiana kursu na tym rynku zajmuje bardzo dużo czasu, a wszelkie ceny są niezwykle oporne na gwałtowne ruchy w dół. Nawet jeśli popyt nagle drastycznie spada, sprzedający zazwyczaj nie wpadają w panikę i po prostu wolą cierpliwie wstrzymać się ze sprzedażą. Zamiast sprzedawać swój majątek za bezcen, zdejmują oferty z popularnych portali i ze spokojem czekają na powrót lepszych czasów gospodarczych.

Firmy deweloperskie postępują według bardzo podobnego, zachowawczego schematu, chroniąc wypracowane zyski i wyceny swoich zrealizowanych już projektów. Gdy widzą, że chętnych na nowe lokale wyraźnie ubywa, natychmiast hamują kolejne inwestycje i wstrzymują budowę zaplanowanych osiedli. To sprawia, że w ofercie dość szybko powstaje zauważalny niedobór, który w momencie poprawy sytuacji znowu uderza w zdezorientowanych kupujących. Rynek bardzo szybko odrabia ewentualne straty i powraca do swojego długoterminowego trendu wzrostowego, niszcząc nadzieje tych, którzy latami zwlekali z decyzją. To właśnie ta przewlekła niechęć sprzedających do obniżania cen jest potężnym hamulcem dla jakichkolwiek większych i trwalszych krachów w tej branży.

Kredyty i pożyczone pieniądze to potężne rynkowe paliwo

Nie możemy rzetelnie rozmawiać o rynkowych trendach, pomijając najważniejszy czynnik, który daje wielu ludziom realną szansę na zakup własnego dachu nad głową. To nie jest rynek, na którym wszystkie transakcje odbywają się wyłącznie za ciężką gotówkę wyciąganą ze skarpet czy grubych, inwestycyjnych portfeli. Cała ta potężna branża jest silnie wspomagana pożyczonymi pieniędzmi, co sprawia, że ceny są nierozerwalnie związane z dostępnością zewnętrznego finansowania z banków. Kiedy procedury są proste, a raty stosunkowo niskie, na rynek nagle wylewa się ogromna fala nowych, niezwykle zdeterminowanych nabywców. Ci ludzie szybko zaczynają ze sobą konkurować o te same zasoby, co w prostej linii prowadzi do błyskawicznego podbijania stawek przez zacierających ręce sprzedawców.

Ten dobrze znany mechanizm działa w praktyce jak dolewanie wysokooktanowej benzyny do już i tak solidnie płonącego ogniska. Gdy pojawiają się jakiekolwiek ułatwienia w dostępie do kapitału, na przykład poprzez zewnętrzne programy wsparcia, popyt w kilka chwil przewyższa możliwości budowlane. Więcej osób z grubszym, choć w całości pożyczonym portfelem, może pozwolić sobie na podpisanie aktu notarialnego i odbiór wymarzonych kluczy. Cały sektor natychmiast dostosowuje swoje cenniki do tej nowej, bardzo optymistycznej dla deweloperów rzeczywistości rynkowej. Dopóki pieniądz z instytucji finansowych jest w miarę łatwo dostępny dla szerokiej grupy ludzi, silna presja na wzrost rynkowych wycen będzie się z pewnością utrzymywać.

A może znasz kogoś, kto myśli o kredycie hipotecznym?

Poleć mnie tej osobie lub przekaż mi jej dane kontaktowe, a podzielę się z tobą moim wynagrodzeniem!

Poleć osobę, która bierze kredyt hipoteczny, a otrzymasz dodatkowe pieniądze

Nie daj się jednak zwieść, bo nie każdy budynek to żyła złota

Po przeczytaniu wszystkich powyższych argumentów można by dość pochopnie dojść do wniosku, że kupno jakichkolwiek czterech ścian to absolutna gwarancja finansowego sukcesu. Trzeba jednak bardzo wyraźnie i głośno podkreślić, że ogólny wzrost całego rynku wcale nie oznacza, że każdy pojedynczy adres jest znakomitą inwestycją. Zakup zrujnowanej kawalerki w prowincjonalnym mieście, z którego masowo i trwale uciekają młodzi ludzie, może okazać się niezwykle bolesną pułapką dla twojego kapitału. Podobnie ponuro wygląda sytuacja w przypadku budynków o tragicznym standardzie technicznym czy lokali położonych na terenach całkowicie pozbawionych szans na rozwój. Takie miejsca mogą drożeć w tempie znacznie wolniejszym niż rynkowa średnia, a w skrajnych przypadkach mogą nawet bezpowrotnie tracić na swojej realnej wartości.

Każdy świadomy człowiek musi zawsze pamiętać o złotej zasadzie świata finansów, która mówi, że nominalny wzrost ceny to nie to samo co faktyczny zysk. Jeśli twoje przeciętne mieszkanie zyskało na wartości w ciągu roku, ale realne koszty życia poszybowały w górę znacznie mocniej, to de facto jesteś stratny. To dlatego tak szalenie ważne jest, aby nigdy nie ulegać ślepo rynkowej euforii i bardzo chłodno kalkulować każdy swój kolejny ruch z kalkulatorem w ręku. Ogólna wiedza na temat tego, co dokładnie pcha ceny w górę, to potężne narzędzie analityczne, ale trzeba umieć z niego korzystać z dużą pokorą. Odpowiednie zarządzanie własnymi oszczędnościami wymaga ciągłej selekcji i szukania na rynku tylko takich perełek, które faktycznie obronią się przed upływem czasu.

Zrozumienie twardych zasad gry to twój pierwszy krok do sukcesu

Długoterminowy wzrost cen domów i mieszkań to nie jest żadna chwilowa anomalia, błąd systemu ani nielegalna zmowa chciwych przedsiębiorców. To całkowicie normalny, zdrowy i przewidywalny efekt działania skomplikowanej machiny, w której trybikami są procesy inflacyjne, zmieniająca się demografia oraz polityka instytucji finansowych. Mamy na tym polu do czynienia ze zderzeniem kilku potężnych zjawisk: pieniądza powoli tracącego na wartości, rosnących dochodów społeczeństwa oraz braku wolnych gruntów. Do tego wszystkiego dochodzi nieustannie rosnący koszt samej budowy oraz fakt, że dla zamożnych ludzi nieruchomości to doskonała, wielopokoleniowa tarcza antyinflacyjna. Jeśli te wszystkie potężne rynkowe siły działają na inwestorów jednocześnie, kierunek wykresów może być w zasadzie tylko jeden.

Największym problemem w dzisiejszych czasach wcale nie jest obiektywny fakt, że stawki za metr kwadratowy systematycznie i bezlitośnie idą w górę. Prawdziwy dramat polega na tym, że dla wielu młodych i ciężko pracujących ludzi te wzrosty są znacznie szybsze niż budowanie ich własnego bezpieczeństwa finansowego. Dlatego tak kluczowe jest to, aby nieustannie poszerzać swoją wiedzę ekonomiczną, rozumieć otaczające nas procesy i nie czekać na cudowne obniżki, które nigdy nie nadejdą. Jeśli poprawnie zrozumiesz zasady tej wielkiej i niekończącej się gry rynkowej, znacznie łatwiej będzie ci podjąć trafne i bezpieczne decyzje. To ostatecznie twoje ciężko zarobione pieniądze i twoja przyszłość, dlatego już dzisiaj weź za nie pełną, stuprocentową odpowiedzialność.

Przewijanie do góry